Ja nigdy nie ukrywałam tego, że decyzję o emigracji do Holandii podjęłam bardzo spontanicznie. Dlatego po przyjeździe okazało się, że wiele rzeczy w Holandii mnie po prostu zaskoczyło.

Do niektórych rzeczy szybko można się przyzwyczaić i nawet uznać z czasem za zupełnie logiczne i naturalne, a inne czasami dają o sobie znać w najmniej spodziewanych momentach.

Jestem ciekawa, czy Ty masz podobne spostrzeżenia.

Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne w Holandii może zaskoczyć

W Holandii posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego jest obowiązkowe i jest to w sumie niemały wydatek. Podstawowe pakiety to minimum 100 euro miesięcznie. Pierwsza myśl Polaka po przyjeździe do Holandii to zaskoczenie i oczywiście opór przed wykupieniem ubezpieczenia bo przecież „ja się nie będę tutaj leczyć”.

Nikt się nie połapie i wszystko będzie super do czasu aż coś się stanie poważnego. Karetka i wizyta w szpitalu może skończyć się dla osoby nieubezpieczonej rachunkiem na kilka tysięcy euro.

Co osobiście uważam na ten temat? Oczywiście, że wolałabym te pieniądze zatrzymać na koncie. Jednak już kilka razy miałam do czynienia z holenderską służbą zdrowia i szpitalami. I wiem, że nie trzeba czekać miesiącami na zabieg, czy do lekarza specjalisty. Wydaje mi się, że ten temat „kolejek do lekarza” w ogóle tutaj nie istnieje.

Ja jeszcze jestem młoda, ale pewnie na starość jeszcze bardziej doceniłabym zalety w jaki sposób służba zdrowia jest tutaj zorganizowana.

Kaucja za plastikowe butelki to kolejne zaskoczenie w Holandii

Ten punkt na liście jest wysoko bo jest to coś co sprawiało, że traciłam często małe kwoty pieniędzy. Po prostu nie byłam przyzwyczajona pamiętać o tym, żeby nie wyrzucać większych, zwrotnych, plastikowych butelek. Irytowało mnie też to, że musiłam je segregować według sklepów w jakich nabyłam wodę, czy napój. Bo nie możesz z losową butelką pójść do losowo wybranego sklepu i ją oddać.

Musiałam też uważać, aby nie podnieść butelki bo wtedy automat jej nie przyjmie. Pamiętać o „bileciku”, aby oddać go przy kasie. No uciążliwość niesamowita.

Doceniam jednak to, że chociaż w taki sposób dba się o środowisko. I po latach spędzonych w Holandii nie jest to dla mnie zaskoczeniem, że tak się dzieje. Dlatego przez jakiś czas dzielnie znosiłam męki. Do czasu aż zaczęłam używać dzbanków na wodę z filtrami. Koniec noszenia zgrzewek, koniec z oddawaniem butelek. Odkrycie roku 2020.

Mocnego alkoholu nie kupisz w supermarkecie i na stacji benzynowej w Holandii, ups co za zaskoczenie

To mnie akurat ani grzeje, ani ziębi bo ja wódki nie piję. Ale tak się do tego przyzwyczaiłam, że teraz prześmieszne są dla mnie wizyty w Biedronce, czy innym supermarkecie w Polsce. Widok regałów pełnych wódek, whiskey i innych mocnych trunków.

No, ale wspominam o tym bo wiem, że dla bardzo, bardzo dużej części Polaków za granicą picie to sprawa honoru, boga i ojczyzny.

Jeden bilet komunikacji miejskiej na całą Holandię

Ten punkt np. jest dla mnie osobiście znacznie istotniejszy niż poprzedni. Zwłaszcza na początku mojej przygody emigracyjnej podróżowałam dużo tramwajami i metrem. Było to jeszcze zanim moja wygodna dupka przesiadła się do samochodu.

Fajne jest to, że na całą Holandię (włącznie z pociągami) działa jedna karta-bilet nazywany OV-chipkaart. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie każde miasto ma osobne bilety mzk, zkm czy innego przedsiębiorstwa. Kartę doładowujesz i możesz bez stresu podróżować czym chcesz.

Nie ma reklam i banerów

Oprócz tych regałów z wódką w sklepach wszędobylskie banery i reklamy rzucają mi się w oczy w Polsce najbardziej. A można inaczej. Można żyć w czystych otoczeniu i to jest bardzo przyjemne.

Tak właśnie jest w Holandii. Nie ma auto stojących po parkingach z napisem „skup aut”. Nie ma bilbordów przy drogach „miejsce na twoją reklamę 500 432 564”. Nic nie oszpeca budynków.

Comments are closed.