Nie wiem, czy też tak macie ale mi zawsze najlepsze pomysły do głowy przychodzą jak nie mam ich gdzie zapisać. W łazience, albo jak już leżę w łóżku do snu. I wiem, że każdy szelest obudziłby Artura. A on zbudzony już nie zaśnie drugi raz, albo zbudziłabym naszego kota, a on by sobie przypomniał, że nie jadł od 5 minut.  Nie wiem co gorsze. I z tej to właśnie przyczyny kompletnie nie pamiętam o czym chciałam zrobić ten odcinek. 

Podcastu posłuchasz tez w:
APPLE PODCAST | GOOGLE PODCAST | SPOTIFY | YOUTUBE

Pamiętam tyle, że chodziło mi o coś związane z pewnym profilem na Instagramie kasia_coztymseksem. Więc ta Kasia jak nazwa profilu wskazuje zajmuje się tematyka edukacji seksualnej.

I tam odbyła się taka zorganizowana akcja, że można było zadać pytanie zamknięte, czyli takie, że odpowiada się tak albo nie w dziedzinie seksu/seksualności. Nie wiem jak to nazwać. Można było się przekonać, czy ktoś też ma tak jak my, czy jesteśmy odmieńcami w swoich upodobaniach.

No i tam padały takie pytania jak:

  • czy oglądasz firmy pornograficzne, 
  • czy macie większe libido od swojego partnera,
  • albo czy fantazjowałyście o kimś innym podczas seksu z partnerem.

Bez kitu. Jeśli myślisz, że coś jest normalne albo nienormalne, albo się czegoś wstydzicie, albo się czymś chwalicie to odpowiadając na te pytania… Widząc odpowiedzi tych wszystkich osób – bo Kasię obserwuje jakieś 280 tyś ludzi – to dostajesz taki feedback, “o kurde, wszystko ze mną w porządku“. Albo w ogóle informacje a to można inaczej?!

I było tam pytanie “czy rozmawiacie ze swoim partnerem odnośnie swoich potrzeb“, czy jakoś tak.

Było mi przed partnerem wstyd

80% głosujących mówi o swoich potrzebach partnerowi. Co jest dla mnie zaskakujące. Bo dla mnie to nie jest takie łatwe. W ogóle nie potrafię wyobrazić sobie takiej rozmowy, ale bardzo szanuje że ludzie ze sobą rozmawiają.

Nie wiem czy też tak macie, że pomimo stażu ze swoimi partnerami, lub partnerkami wstydzicie się zrobić coś przy nich. A co dopiero gadać o swoich potrzebach. I ja mówię poważnie, że ja nigdy np nie bekłam przy Arturze. A jak ostatnio najadłam się surowych drożdży i mi się odbijało całą noc, to myślałam, że się zapadnę pod ziemię. 

Pamiętam, że na początku wstydziłam się też, że potrafię zjeść porządnie, oczywiście jakby tego nie było widać. Ale zawsze zamawiałam średnią pizzę albo małego kapsalona. Chociaż spokojnie zjadłabym dużego i jeszcze popiła litrem coli! A jak robiłam obiady w domu to kuźwa zawsze nakładałam mu więcej. I mówiłam “nie, nie ja nie zjem większej porcji“. Proszę Was ja nie zjem? Pff.

A co jak coś spadnie na podłogę? Bez kitu ja się kiedyś wstydziłam jeść z podłogi. Nie wiem, czy tak to można nazwać. For example robie sobie śniadanie i bułka spada mi na ziemię. Z tym, że coś mi spada to akurat nic dziwnego bo jak to moja mama mawiała – mam dziurawe ręce. To kiedyś na początku związku to bym nie zjadła tej bułki. Jakby spadł pomidor to luz można umyć. Sałatę też. Jak spadnie masło to najczęściej nie ma co zbierać.

Taka kiedyś właśnie byłam, a dzisiaj mówię “zasada trzech sekund“. Byłam szybsza niż bakterie.

Eksperymenty to nie jest mój sposób na wytrwanie w małżeństwie

Albo nigdy w życiu nie zatańczyłabym przed Arturem. Czy to w bieliźnie, czy bez. Nie ma znaczenia. Ja nie wyobrażam sobie, że on siedzi na fotelu a ja tam jakieś kocie ruchy odpierdzielam.

Być może nie mam w sobie za grosz spontaniczności, a być może mam lustra i wiem jak wyglądam jak próbuje tańczyć i bujać ciałem. Albo nie daj boże przebieranki. W ogóle wyobrażacie sobie mnie w przebraniu króliczka albo pielęgniarki? Ja rozumiem jakbym miała wymiary z top model, ale nie mam i w moim przypadku wyglądałabym conajmniej komicznie.

A co jakby on też wybuchł śmiechem. Bo jak coś jest śmieszne to się śmiejesz i nie mogłabym go za to winić. Może kiedyś zmienię zdanie bo ludzie się zmieniają i dorastają ale dzisiaj mówię nie.

To jak wytrwać w małżeństwie

Ja pamiętam, że jeszcze 10 lat temu się dziwiłam, że pary nie chodzą ze sobą za rękę. Dzisiaj jak mnie Artur złapie za rękę to mówię, żeby puszczał bo ręka mi się poci.

I jak słyszeliście kiedyś takie historie, że wracacie od fryzjera i nikt tego nie zauważa to to jest prawda. Ja raz wróciłam, ale Artur wiedział, że byłam u fryzjera

no jak ładnie – mówi
ale co ładnie? – ja się go pytam

A on na to pytanie pytaniem.

u fryzjera byłaś?

Aż człowiek ma ochotę krzyknąć nie kurwa, uczesałam się w końcu. Ale że jestem złośliwa to buduję niezręczną sytuacje dalej i pytam

byłam, a widać, co robiłam z włosami?

I wtedy punkt kulminacyjny i Artur odpowiada no widać, że są takie ładne. Ja już wiem, że on nie wie. I pewnie myśli sobie, że w końcu się uczesałam. 

Po 13 latach mieszkania ze sobą dzień w dzień to już wie się o sobie sporo. I na przykład kiedy coś zrobię do jedzenia czego nie robiłam wcześniej to jak Arturowi smakuje to sam zaczyna rozmowę i chwali. Że takie soczyste, że takie aromatyczne, że takiego dobrego to jeszcze nie jadł. Ale jak mu nie smakuje to siedzi cichutko i nawet stara się nie nawiązywać kontraktu wzrokowego. Żebym przypadkiem nie zapytała “no co tam Arturek smakuje?”.

On myśli, że ja nie wiem, ale ja wszystko wiem. Albo to jak się do mnie zwraca. Jak się na mnie wkurzy tak już porządnie to mówi “Kaśka, czego Ty nie rozumiesz?”. A jak jest poirytowany na mnie to zawsze mówi do mnie jak do dziecka “Kasiu, czego Ty znowu nie rozumiesz?”. Boże słyszę normalnie ten głosik i on wie, że on dolewa oliwy do ognia. Już może zapomnieć, że zapytam, czy zrobić mu herbatę!

Co naprawdę liczy się w małżeństwie

W związkach z takim stażem to liczy się właśnie, że ktoś ci herbatę zrobi albo kawę do łóżka przyniesie z rańca, gdy w mieszkaniu jeszcze zimno. A nie jakieś hot eksperymenty i pidżamki z odkrytymi pośladkami.

Te dojrzałe związki mają swój urok, bo to tak jakby mieć kilku chłopaków w jednym. Bo i męża, i partnera, i przyjaciela, i taką bratnią dusze. Czego chcieć więcej? Wiadomo, że chcesz tego co nie masz, później już to masz i znowu czegoś ci brakuje. A trzeba pamiętać, że nigdy nie można mieć wszystkiego.

No bo skłamałby ten kto mówi, że długoletni związek to same motyle w brzuchu i bieganie po polach maku i zbieranie stokrotek. Nie. Takie płomienne uczucia są może w filmach romantycznych. W których nikt nie musi chodzić do toalety, wywieszać prania na suszarkę, zmywać sterty nauczyć, albo wstawać cztery razy do kota bo temu chce się jeść, srać i głaskać.

Ale też trzeba pamiętać, że we wszystkim trzeba się dotrzeć. Nie zapomnę jak mnie wkurzało na początku jak jechaliśmy kupić sobie jakieś ciuchy i on załatwiał to w 5 minut, a pozostały czas łaził za mną. Jak cień. Już mnie tak irytował, że musiałam mu powiedzieć wprost, żeby za mną nie łaził. Jak to wygląda? Niech sobie idzie na kawę w tym czasie. 

Ja nie jestem ekspertem związkowym ale po 13 latach wiem, że wszystko to jest sprawa dotarcia się. Tylko trzeba lubić ze sobą rozmawiać. Ja ciagle dopytuje Artura, a co Ty o tym myślisz, a jak Ty to odbierasz, a co byś zrobil na moim miejscu. I tak niesiemy ten krzyż razem.

Comments are closed.