Jest to podcast o tym co może zaskoczyć w Holandii. Mówię co swoim doświadczeniu z początków mojego wyjazdu i pracy na emigracji. Myślę, że możesz też wyciągnąć coś dla siebie.

Podcastu posłuchasz tez w:
APPLE PODCAST | GOOGLE PODCAST | SPOTIFY | YOUTUBE

Podcast do przeczytania

Przyznaję się, że nagrałam ten odcinek wcześniej, bo aktualnie jestem w warszawie na tygodniowym kursie szycia na maszynie. Jaram się bardzo. Przede wszystkim dlatego, że to stolica. Ja w stolicy nigdy nie byłam. A po drugie dlatego, że będę się uczyć czegoś nowego. A jestem z tych co by się cieszyli nawet z kursu jak robić ludziki z kasztanów. Więc szczęście level 100.

Jak sobie pomyślałam, że spędzę tydzień w Warszawie to przypomniał mi się dzień przyjazdu do Holandii, czyli rok 2012. I dzisiejszy odcinek będzie o tym co mnie zaskoczyło w Holandii.

Lekarz w Holandii może Cię bardzo zaskoczyć

Ja pamiętam jak mama dzwoniła do przychodni i mówiła, dzień dobry chciałam zarejestrować dziecko do lekarza i nawet jak miałam 16 lat to też dzwoniła mama za mnie i w dodatku szła ze mną do tego lekarza. Z miłości. No ale pani która odbierała telefony nie zadawała żadnych pytań.

Natomiast w Holandii (jestem ciekawa, czy tylko w mojej przychodni) ta baba zadaje dziesiątki pytań i nawet ma moc leczenia przez telefon. Bez kitu. Ja jej mówię, że zasłabłam i chciałabym umówić spotkanie z lekarzem. Na to ona pyta co jadłam przed zasłabnięciem? Myśle sobie oho! To na pewno jest jakaś podpucha. Jadłam dużo różnych rzeczy ale mówię ciasto. A ona na to czy to było gorące ciasto. Ja mówię, że nie pamiętam. A ona mówi, że to mogła być reakcja na ciepłe ciasto, i że nie ma potrzeby umawiać wizyty. Żeby odpocząć, a gdyby się to powtórzyło to zadzwonić. 

Nie jedź na SOR z byle powodu! Najpierw trzeba się umówić

A jak już się uda przekonać Panią, że nasz przypadek jest poważny, to lekarz zupełnie nie przypomina lekarza w Polsce. Siedzi przed komputerem jakiś starszy facet w marynarce i wcale nie garnie się do tego, żeby nas badać, nie żeby mi jakoś specjalnie zależało. I te wszystkie historie o paracetamolu na wszystko są prawdziwe. Tutaj nie może sobie pojechać tak jak w Polsce na pogotowie. Tutaj trzeba najpierw zadzwonić, ale nie na 112. Tylko na numer awaryjny przychodni. To znaczy dzwoni się na 112 jak stało się coś poważnego, jakieś uszkodzenia ciała itd, ale nie jak masz wysypkę. 

Wtedy zdzwoni się do swojej przychodni i najczęściej automatyczna sekretarka mówi jaki numerek wybrać. No i oczywiście tutaj też pada sporo pytań. I ten kto odbiera telefon zdecyduje, czy to aby na pewno jest poważna sprawa, to wtedy umówi Cię do szpitala, albo do dentysty który ma akurat dyżur.

W tych negocjacjach z telefonistami trzeba być stanowczym i przekonanym o tym, że wasza sytuacja jest poważna i wyjątkowa. A może właśnie o to chodzi ze przez telefon cie tak zakręca ze Ty nie wiesz czy jesteś zdrowy czy chory.

Nie wszędzie kupisz alkohol

Zaskoczyć w Holandii może to, że nie ma wódeczki w sklepach. Nie to żebym kupowała przy każdych zakupach spożywczych połóweczkę, ale czasami mam ochotę na mocniejszy alkohol. Wtedy trzeba iść do sklepu monopolowego.

Nie możesz tej flaszeczki ukryć pomiędzy papierem toaletowym i kiełbasą. Wszyscy beda wiedzieć, że pijesz. Oczywiście nikogo to nie obchodzi ale ja myśle, że wszyscy na mnie patrzą i najchętniej napisałabym sobie na czole, że ta wódka to do kremu do ciasta. No i na stacjach benzynowych też tylko kanapki, żelki, kawa, nawet piwka nie ma. Więc jak się zapomniało zrobić zapasy to o wodzie można zostać albo się przepłaca w nocym.

Nie ma bezpańskich zwierząt, żuli pod sklepami

I wiecie co mnie jeszcze zdziwiło? Może nie być bezpańskich psów i kotów. Państwo zajmuje się każdym kawałkiem trawnika i każdym drzewem. Można dbać o kanały i są na to pieniądze. Że wszystko jest ze smakiem – nie ma tysięcy bilbordów z reklamami i żuli, którzy odprowadzają wózki pod Lidlem albo mówią “ej kierowniku masz złotóweczkę”? A nie, czekajcie, raz mi się zdarzyła taka sytuacja pod polskim sklepem, chłopak poprosił o euro a pózniej o wodę.

Myślałam, że jestem w ukrytej kamerze.

Zaskoczyć może prywatne ubezpieczenie w Holandii

Chyba największym zaskoczeniem było dla mnie to, że trzeba samemu opłacać ubezpiecznie zdrowotne. Około stówki miesięcznie, dla bardziej wymagających około 150. Minusem jest to, że nawet przy najwyższym ubezpieczeniu nigdy nie wiadomo za co trzeba będzie dopłacić. 

Agencje pracy w Holandii

Kolejny punkt to agencje pracy. Wiem, że są w Polsce takie agencje i wiem, że w Holandii można znaleźć pracę bez pośredników. Ale nie wiedziałam, że agencje pracy działają w Holandii na taką skalę. I ja kiedyś nie rozumiałam dlaczego bardziej się opłaca zatrudniać pracowników przez biuro pracy. Przecież koszt takiego pracownika jest dużo wyższy bo biuro też musi swoje zarobić.

W ogóle agencje pracy w Holandii to jest temat rzeka i można się srogo zaskoczyć.

Nie pomyślałam o odpowiedzialności której nie ponosi pracodawca zatrudniając takiego pracownika. Nie musi go zwalniać osobiście. Wystarczy, że zgłosi w biurze, że ten mu się nie podoba i na jego miejsce chce wyższego i szybszego. Jak się pracownik rozchoruje to płaci mu biuro więc pracodawca umywa ręce. Jak nie ma pracy to podobnie, to jest problem biura, żeby zatrzymać pracownika itd.

Można być dla siebie miłym

Jeszcze zaskoczyło mnie to, że ludzie się szczerzą do siebie. Ja też zaczęłam się tak uśmiechać do nich. Obcy ludzie się do siebie uśmiechają i mówią sobie dzień dobry. Mało tego, zagadują! “O widzę, że dzisiaj po schodach dla zdrowia”. I wtedy trzeba powiedzieć “ja, ja”. Bo nic innego mądrzejszego nie przychodzi do głowy. Albo trzymam kopertę i słyszę, “uuu niebieska koperta nigdy nic dobrego”. I ja znowu z tym swoim perfekcyjnym “ja, ja”.

Ja się przyznaje, jestem dzikusem z lasu i takie small talki stawiają mnie w bardzo niezręcznych sytuacjach. Jakbym miała moc zablokowania jednego zachowania ludzi to było by właśnie zaczepianie obcych. I pózniej jadę do Polski na wakacje i mówię z gracją i uśmiechem “dzień dobry” i starsze panie pytają mnie, czy się znamy? I co ja mam im powiedzieć, że ja światowa i tak już przesiąkłam zachodem, że tego nie kontroluje? Albo może powinnam powiedzieć nie znamy się, ale możemy się poznać.

Nietypowe rozwiązania typowych problemów. Nikt nie maca Twoich bułek.

A jeżeli chodzi o mieszkania to zakończyć w Holandii mogą włączniki światła na sznurek. Rok 2020 gdzie światłem można już sterować przy użyciu pilota, ja używam sznurka. I nie mogę otworzyć okna by je umyć. Bo niektóre okna są nieotwierane i trzeba zamawiać takiego pana co przychodzi z 5 metrowa tyczką zakończona szczotką i w sumie to on rozmazuje te okna.

A w Lidlu zaskoczyły mnie te nabieraczki do pieczywa, ja przyznaje się, że ja kilka razy przechodziłam koło tego i nie wiedziałam jak to działa. Losie aż w końcu Artur się zlitował i mi pokazał jak to działa. Świetna sprawa bo nikt nie maca bułek które kupujesz, ale z drugiej strony tam powinien ktoś stać i uczyć obsługi tego sprzętu, a nie że ja tydzień bez świeżych bułek byłam.

Jak już się zagłębiamy w świat sklepowy to jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że życie można sobie ułatwiać. Wyobraźcie sobie obrane, umyte i pokrojone ziemniaki, które wystarczy wrzucić tylko do garnka. Kotlety schabowe już w panierce, usmażone naleśniki, które wystarczy podgrzać w mikrofali. Mało tego owoce obrane i pokrojone w małe porcje i jeszcze takie specjalne kartony z produktami z których zrobi się konkretny posiłek.

Po co się męczyć chodzeniem po sklepie i wymyślaniem przepisów. I ja kiedyś przyznaje się, śmiałam się z pokrojonych pieczarek, a dzisiaj zdarza mi się takie kupić, i pokrojonego świeżego ananaska też, i gotowe naleśniki też. Przyznaje się.

Brak znajomości języka holenderskiego

Zaskoczyć może to, że w Holandii przeżyjesz z 50 lat i nie trzeba znać języka holenderskiego. Dostajesz jakieś pismo którego nie rozumiesz? Dzwonisz do polskiej księgowej. Straciłeś prace i starasz się o zasiłek dla bezrobotnych? Dzwonisz do księgowej.

Księgowa pójdzie z Tobą nawet do lekarza. Wszystko za odpowiednią kwotę. Są polscy lekarze, polskie sklepy, polscy adwokaci, polscy mechanicy itd.  Dlatego, jak moja rodzina sobie myśli, że ja taka zaradna jestem, bo sobie radzę za granicą to mam wyrzuty sumienia, że nie mówię im prawdy. 

I wiem co jeszcze. Mój kot co roku dostaje od swojej pani weterynarz pocztówkę ze zdjęciem, które zaprasza go na coroczne badanie i szczepienie. Adresowaną bezpośrednio  do niego, nie do mnie. 

Na pierwszy rzut oka to całkiem przyjemna ta Holandia, to dlaczego ciągle nie czuje się tu jak w domu? Obiecuje, że kiedyś będzie podcast i o tym.

Jeżeli mieszkasz w Holandii tak jak ja, to napisz co Ciebie zaskoczyło, a może zaskakuje każdego dnia. Bo napewno o czymś zapomniałam. Pozdrawiam 

Comments are closed.